Historia Radosława Frankiewicza

Od ponad 20 lat trwa nasza przyjaźń z Radosław Frankiewicz, który 20 marca 1998 r. trafił na oddział V. Tego dnia rozpoczął swoją walkę z nowotworem. Jego walka trwała ponad rok. Kiedy pojawiały się kolejne przeciwności, dzielnie je znosił.

Zawsze uśmiechnięty, pełen szalonych pomysłów, chętny przygód i oddany przyjaciel- taki jest nasz Radziu Był jednym z pierwszych naszych wolontariuszy. W 2006 roku wygrał konkurs Ośmiu Wspaniałych. Z resztą cała rodzina Radka i jego narzeczona to wspaniałe i życzliwe osoby. Rodzina na medal!

Radziu, jesteśmu z Tobą przed Twoją kolejną walką! Dziękujemy, że jesteś z nami i rozbrajasz nas swoim uśmiechem! Niech to trwa do końca świata!

Poznajcie historię naszego Radzia i zobaczcie jak się spełnia marzenia

„Mam na imię Radek. Do szpitala trafiłem w wieku 11 lat. Wówczas moim marzeniem było zostanie w przyszłości kierowcą ciężarówki i kawalerem. Marzenia się spełniają, a częściowo się zmieniają, ale po kolei….
Zanim trafiłem do szpitala wcześniej bylem diagnozowany przez wielu specjalistów – niestety bezskutecznie. Słabe wyniki krwi, infekcje górnych dróg oddechowych z gorączka, bolące kolana, ogólne osłabienie i bladość to coś z czym borykałem się przez dłuższy czas. W końcu udało się mnie zdiagnozować – chłoniak w klatce piersiowej. Hmm – wtedy nie wiedziałem co to oznacza i jakie będą tego konsekwencje. Zdiagnozowano mnie na Krysiewicza skąd trafiłem na odział V na Szpitalnej. Mój pobyt na V-tce rozpoczął się 20 marca 1998 roku – nigdy tego nie zapomnę. W szpitalu przebywałem cyklicznie do kwietnia 1999. W między czasie udało się wyleczyć chłoniaka, zoperować grasicę, dostać i wyleczyć łuszczyce oraz zarazić wirusem HCV. Okres szpitalny wspominam jako czas bólu, braku włosów, nakłuć, ale tez czas w którym poznałem cudownych ludzi zarówno wśród pacjentów szpitala jak i personelu medycznego. Znajomości nawiązane wówczas przetrwały do dziś – pomimo upływu lat mamy regularny kontakt i nadal wspólnie spędzamy czas – w większości już z naszymi rodzinami. A wracając do realizacji marzeń to skończyłem technikum samochodowe, a następnie zrobiłem odpowiednie uprawnienia i zostałem kierowcą ciężarówki Jeżdżę od 10 lat. Praca to coś co kocham i nie wyobrażam sobie innego zawodu. W kwestii bycia kawalerem to trochę zmodyfikowałem swoje marzenie – nadal nie przysięgałem na ślubnym kobiercu, ale wspólnie z narzeczoną w tym roku zaczynamy się budować, a w przyszłości planujemy ślub i dzieci. Pobyt w szpitalu był najtrudniejszym, ale też najlepszym okresem w moim życiu. Nauczył mnie pokonywać trudności, stawiać czoło wyzwaniom, doceniać małe rzeczy, pozwolił zrozumieć co w życiu jest ważne i dał cudownych przyjaciół. Dzisiaj uważam, że nic nie dzieje się bez powodu i wiem ze wiara i walka czynią cuda. Trzymam za Was kciuki. A Wy możecie trzymać kciuki za mnie, bo niebawem rozpoczynam leczenie wirusa HCV – okazuje się, że znaleziono lek, który daje możliwość 100% wyleczenia. Do niedawna nie było takich możliwości, więc okazuje się, że w życiu wszystko jest możliwe i można wygrać walkę z każdą chorobą Pamiętajcie, że nigdy nie należy się poddawać